• Wpisów:16
  • Średnio co: 20 dni
  • Ostatni wpis:42 dni temu
  • Licznik odwiedzin:2 972 / 352 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wracając ze sklepu z Alexem miałam głowę pełną weny. Pomysłów na całe swoje życie. Przemyśleń nad swoim istnieniem. Patrzyłam na tą małą istotkę śpiącą w wózku i czułam istny spokój.
Pewna osoba kiedyś w liście napisała mi: "Uwolnij się od łańcuchów które sama mocno trzymasz."
Im większą mam wiedzę na temat Życia tym bardziej rozumiem te słowa. No bo właśnie o to chodzi. To nie mój mąż, dzieci, dom, otoczenie czy rodzina... to ja.. ja sama wybrałam to życie. To ja trzymam łańcuchy by tylko nie wychylić się za daleko. Wciąż sprzątam w domu porozrzucane kawałki jedzenia, zabawki itp. Tylko po co? Zupełnie jakby to miało odzwierciedlać wszystko to czego bym chciała - spokoju. Tylko po co? Po co mi spokój kiedy to właśnie chaos tworzy prawdziwe życie.
Usilnie próbuje być idealna, tu się ogolić, tu wymalować żeby ludzie nie gadali. Dziecko przestań płakać bo co ludzie powiedzą? Idź zaraz przy nodze jak piesek bo powiedzą że nie daje rady i tak dalej. Ale ku*wa PO CO?
Tak bardzo chcę dać dzieciom życie a w konsekwencji odbieram im szanse bycia dzieckiem tylko dlatego że ludzie powiedzą. Najwyższy czas przestać o nich myśleć.
 

 
Byłam już w połowie wpisu kiedy laptop zaczął mi się wyłączać z powodu jakiegoś błędu. Może to śmieszne ale wtedy zrozumiałam, że źle to wszystko zaczęłam, że nie powinnam tyle uwagi poświęcać przeszłości: lamentom mojej małej córeczki, zazdrości syna, wszechogarniającej depresji i litrów kawy dziennie, w pakiecie z tym wszystkim dochodził jeszcze smutek i poczucie, że jesteś najgorszą mamą na świecie.
Czytałam wiele blogów mam, które piszą wielkimi literami :NIE JESTEŚ SAMA. Tylko, czy to prawda? Może i nie jesteś jedyną mamą która sobie ze wszystkim nie radzi, ale według mnie tak, jesteś sama, jesteś samotna i nic tego nie zmieni, nikt za Ciebie tych małych potworków nie wychowie.
W momencie kiedy uświadomiłam sobie, że jestem z tym wszystkim sama, że nikt inny tego za mnie nie zrobi (nawet mąż mi nie pomoże bo w końcu zarabia na tą rodzinę a jego cudowna praca pozwala mu być w domu tylko parę razy na miesiąc i każdej nocy) ulżyło mi. Zaczęłam inaczej do wszystkiego podchodzić, wiedziałam, że to jak dziś będę spędzać czas i w jakim humorze zależy tylko ode mnie. Miałam chwile słabości gdy dzieci dokazywały ale byłam bardziej cierpliwa nie licząc na niczyją pomoc.
Kiedy pogodziłam się z losem poczułam się lepiej, bo wiedziałam, że to iż jestem nieszczęśliwa to tylko mój wybór, to, że wszystko jest monotonne to moja wina. Bo to ja nie mam siły ani chęci wprowadzać zmian każdego dnia.
Obwiniałam za to cały świat, ale to ja jestem odpowiedzialna za życie swoje i dzieci.

Kiedy Nicole skończyła 3 miesiące jak ręką odjął płacz o Bóg wie co się skończył. Nastał spokój. Alex (mój półtoraroczny syn) wreszcie się uspokoił, zaczął się więcej sam bawić bo widział, że poświęcam mu więcej czasu. Teraz wróciłam do gotowania (choć to póki co tylko drobne, szybkie dania), mogę w spokoju rano wypić kawę mimo, że jest 6: 00 oczy mi się zamykają a w ręce trzymam grzechotki by zabawić córkę. To jest dla mnie chwila spokoju. Teraz, kiedy o dziwo syn śpi a malutka wreszcie ponownie zasnęła mogę napisać notkę walcząc z opornym laptopem. Wreszcie mam więcej czasu a co najważniejsze każdego dnia staram się wybierać szczęście, staram się wprowadzać coś nowego do naszego życia by walczyć z rutyną. Zaś z drugiej strony muszę ustalić rutynę posiłków i snu dla Alexa by poczuł się bezpieczniejszy. Teraz jest "rozregulowany" i sam nie do końca wie czego chce. Dzieci potrzebują czegoś co jest stale...a ja chce mu to dać.
Może w końcu znajdę czas by wrócić do wszystkiego co poświęciłam dla nich.
 

 
Przez ostatnie tygodnie nie mam zielonego pojęcia kogo rad słuchać w stosunku do dzieci. W internecie pojawia się bardzo dużo sprzecznych informacji, lekarze też mają odmienne zdania, a już tym bardziej matki mnie otaczające. Dosyć długo czułam się zagubiona i każdy miał do mnie pretensje, że robię to tak a nie inaczej inni dawali przeróżne, sprzeczne rady bo przecież wiedzą najlepiej. I kogo tu słuchać?
Wreszcie postanowiłam słuchać swojej intuicji.
Patrząc na swojego syna widzę jak wiele rzeczy zaniedbałam przy jego wychowywaniu. Mam szansę to jeszcze naprawić ale będzie to kosztować wiele cierpliwości, zwłaszcza, że to straszny łobuz.
Nie mam zamiaru tego samego błędu popełnić z córką więc ostatecznie gdzieś w głębi mojego umysłu odzywa się głosik: weź się w garść dziewczyno! To twoje dzieci, musisz się zmienić dla nich. To twoje, małe czyste kartki...musisz je wypełnić wartościową treścią.
Nie chcę by moje dzieci były takie jak 90% społeczeństwa, nie mówię tu o tym, że mają być lekarzami, dobrze się uczyć itp. nie... mówię tu o życiu. Chcę by nie marnowały życia na zwykłą egzystencję, chcę by wiedziały czego chcą, by szanowały wszystko co mają i wiedziały że mogą o wiele więcej.
Tylko moje "chcę" bierze w łeb gdy sobie uświadomię, że skąd mają mieć przykład skoro aktualnie jestem tylko zmęczonym i wiecznie wkurwionym wrakiem człowieka?
Skąd mają wiedzieć co to miłość skoro własna matka nie potrafi im jej okazać?
Póki co oboje smacznie śpią co jest tak rzadkim zjawiskiem o tej porze. Ja mam przed sobą zeszyt i długopis i to jest ta moja mała chwila, mała szansa, nadzieja... że tym razem wszystko uda mi się uporządkować... że uda mi się wytrwać dla nich.

 

 
Codziennie uczę się być mamą dwójki wspaniałych dzieci ( 16 miesięczny Alex i 2 miesięczna Niki). Jednak równie dobrze mogę napisać jak bardzo, każdego dnia staram się nie zwariować. Bycie mamą to wielkie wyzwanie, a w szczególności w społeczeństwie gdzie większość ludzi chce upchać kobiety w roli kury domowej.
Mam 22 lata, moja przygoda z macierzyństwem rozpoczęła się "przypadkiem". Byłam kobietą która ledwo skończyła szkołę średnią chciała się rozwijać w każdy możliwy sposób, miała wielkie ambicje, marzenia, plany...
Dziś wszystko leży upchane w ciemnym kącie umysłu.
Z kobiety pełnej pasji zrobiono siłą kurę domową.
Nie karmiłam piersią - to bolało a w dodatku każdy zalecał inną "dietę kobiety karmiącej" co w rezultacie skutkowało kromką chleba z masłem.
Kocham swoje dzieci mimo, że nie wytrzymuję psychicznie gdy oboje zaczynają płakać a ja po prostu nie wiem co robić i płaczę razem z nimi.
Moja rola matki polega na ciągłych nerwach, śmiechu, płaczu, sprzątaniu domu, praniu,, prasowaniu, przewijaniu brudnych pieluch i co najgorsze - samotności.
Wciąż patrzę na zegar odliczając godziny do powrotu męża z pracy (jako kucharz pracuje czasami po 16 godzin dziennie).
Dom postrzegam jako wielkie więzienie w którym mnie zamknięto. Nie mogę spotkać się z ludźmi bo tak cholernie trudno doprowadzić wszystko do ładu z dwójką tak malutkich dzieci. Nie realizuję swoich pasji bo dopiero uczę się organizować czas dla siebie.
Czuję się cholernie samotna.
Czasami po prostu zastanawiam się jak to możliwe? Czyżbym była bez uczuć? Mam naprawdę piękne dzieci, dach nad głową, męża... a ja czuję się tak okropnie.
Jak to możliwe?
Może po prostu nie każda kobieta się do tego nadaje?
Może niektóre za bardzo pragną trochę wolności?
Może niektóre za bardzo pragną spakować walizki i wylecieć w kosmos...choć na chwilę... chwilę tylko dla siebie.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.